Przychodzi do mnie to zdanie i puka do serca. Gdy słyszę jego dźwięk, udaję, że mnie nie ma w domu. Chowam się pod koc i wstrzymuję oddech. Kto by chciał się z nim spotykać i zaglądać do środka, sprawdzać, co przynosi?
Jesteś nikim – słyszę szept z zewnątrz. I drżę ze strachu.
Bo być kimś to mieć znaczenie, zajmować miejsce na tronie świata, dostać przydział – rolę w przedstawieniu. Najlepiej nie byle jaką.
Ostatnio pewien mężczyzna spytał mnie, czym się zajmuję, i zanim zdążyłam odpowiedzieć, dodał, że wyglądam na urzędniczkę. Na urzędniczkę? Ale mnie to ruszyło. No nie. Tej roli nie chcę – a widocznie tak się przejawiam dla innych, dla niego.
Więc trzeba uważać – co się mówi, jak się ubiera, jak się śmieje i wzrusza ramionami. Wszyscy wokół czytają z tego, kim jestem. Tworzą sobie o mnie historie. Wiele, wiele historii. Każda z nich jak pułapka. Wszystkie na raz, nałożone na siebie, sprawiają, że moje miejsce do życia zacieśnia się. Zostaje tylko kawałek podłogi i ten koc szyty ich oczami, którym się nakrywam, gdy słyszę pukanie. Niewygodnie.
Wyglądam przez okno. Stoi tam to zdanie. Przyglądam mu się ukradkiem. Jesteś nikim. Za oknem ciemno, jakby mój dom był zanurzony w wielkiej pustce. Może to morze potencjału. Czuję smutek na ten mój ciasny dom i jakąś tęsknotę, żeby jednak otworzyć drzwi i zrobić krok w przepaść. Wyskoczyć w to NIC na zewnątrz i pozwolić sobie opadać, opadać, opadać. A w tej pustce takie upadanie może być równocześnie wznoszeniem, wznoszeniem, wznoszeniem. Nie ma kierunków. Nie ma punktów odniesienia. Ja z moim Centrum. Tylko czyste doświadczenie.
Jestem nikim – puka ponownie. Tym razem uchylam drzwi. Ono nie wchodzi. Ja wychodzę. W podróż do swojego potencjału.
I jak tylko robię krok przez próg, przychodzi myśl: „Jestem nomadem świata duszy”. Wraz z tymi słowami pojawiają się nowe ściany. Dom jest większy, estetyczny, z miejscem do medytacji nawet. Fajnie tu. Mogłabym się umościć. Słyszę pukanie. Otworzyć?
Komentarze